

Noc była zimna i obudziłem się lekko podziębiony, na tyle, że wolałem się w morzu nie kąpać… I tylko zazdrośnie patrzyłem na Vojtka i Vitka. No, ale do rzeczy. Z okazji nowego roku, śniadanie zostalo przesunięte na 11… Podczas śniadania, Abidin ogłosił, że znowu mamy czas wolny, tym razem do 17, kiedy mieliśmy jechać do Chimery. Tego było dla mnie dosyć, wziąłem sprawy w swoje ręce i od ręki rzuciłem, że jadę do Myry. Jechać ze mną zdecydowali się… Hande, Vojtek i Vitek, skład sprawdzony, a nie za duży, więc byliśmy mobilni.

Bus do głównej drogi (dystans 11km) miał odjeżdżać w ciagu godziny, dwóch… informacja ta o mało nas nie zawróciła. Próbowaliśmy złapać okazję i szcześliwie się udało. Dominika, jechała na wycieczkę ze swoim tureckim przyjacielem i zgodzili się zabrać całą naszą czwórkę do parkingu przy głównej trasie. Tu okazało się, że do Myry bus niedawno pojechał, ale możemy tam dotrzeć z przesiadką w Finike. Tak też zrobiliśmy, Finike miało słynąć z dywanów, ale dumne jest także z pomarańczy, a co kilkadziesiąt metrów stoją pomniki, między innymi dziewczynki stojącej na globusie z pomarańczą w dłoni, czy tańczącego derwisza. W miasteczku jest przystań jachtów i piękne plaże. Stąd do Myry jechaliśmy z szalonym kierowcą busa, fantazyjną, krętą drogą. Z jednej strony mieliśmy zbocze, z drugiej morze, zakręty śmierci na każdym kroku, a nasz mistrz kierownicy z pełną brawurą wyprzedzał kolejne samochody. Widoki przypominały mi moją kochaną Chorwację…

W końcu dojechaliśmy. Była godzina 15. Myra to ok. 10 000 miasteczko na południowym wybrzeżu Licji. Warta odwiedzenia jest z dwóch powodów. Pierwszy, to wspaniałe skalne grobowce. Widać je z dystansu, a żeby podejść bliżej trzeba niestety wysupłać z portfela 10TL. Po sąsiedzku z grobowcami stoi amfiteatr. W sumie zwiedzania w tym miejscu niewiele, ale przyjmujemy że liczy się jakość a nie ilość. Przy wyjściu czeka na nas oryginalna taksówka. Prywatny samochód z naganiaczem, który za 10! lirów oferuje podwózkę na dworzec autobusowy.

Jest nas czworo, ale nabijać w butelkę się nie dajemy, no może trochę, udaje nam się wynegocjować 7 Lirów ;] jako cel kursu podaję kościół św. Mikołaja. Tak, tak, tego prawdziwego. I to jest drugi główny cel wizyty w Myrze. Mikołaj był tutaj biskupem. Tradycja bożonarodzeniowych prezentów związana jest z jego działalnością charytatywną. Otóż, Mikołaj był przypadkowym świadkiem rozmowy 3 sióstr, których ojca nie stać było na posag dla nich. Starsza siostra chciała nierządem zarobić na posag dla siebie i sióstr, chroniąc je w ten sposób przed wstydem i upadkiem.

Duchownemu, który był skądinąd majętny, zrobiło się ich żal i w nocy podrzucił do ich domu złote jabłka. Dziewczęca cnota została ocalona, zaś Mikołaj proceder swój regularnie powtarzał, czym zaskarbił sobie wdzięczność mieszkańców i dzieci na całym świecie. W kościele jego imienia do zobaczenia są resztki fresków i domniemany grób świętego. Wejście wyceniono na 10TL. Zadowoliliśmy się widokiem zza płotu, a atrakcje jakie czekały na nas wewnątrz zobaczyliśmy uwiecznione na magnesach, sprzedawanych na pobliskim stoisku…

O 17 ruszamy w drogę powrotną. Vitek zasypia z otwartą zarówno buzią jak i oczami.. widok jest na tyle zabawny, że robię mu zdjęcie. Przebudzony Vitek ma małe pretensje, ale to równy Czech, więc nie kruszy o to kopii. Odgraża się wprawdzie zemstą, ale później stwierdza, że ja, gdy zasnąłem w autobusie, zachowałem godną pozę :) potraktował mnie więc śnieżką :]

Wracamy zbyt późno, aby wziąć udział w wyjeździe do Chimery. Robimy więc powtórkę z Sylwestra. Poza filmem; słuchamy muzyki i dyskutujemy na tematy wszelakie…

Ostatniego dnia śniadanie konsumujemy ok. 10. Jesteśmy przekonani, że wyjazd w drogę powrotną nie nastąpi zgodnie z programem tj. o godzinie 12. Idziemy wiec ostatni raz na plażę, w końcu za dnia :). W tym momencie następuje wspomniana uprzednio czeska kąpiel w morzu. Woda była bardzo przyjemna, coś jak czerwcowy Bałtyk. Spokojnie wracamy do obozu, gdzie okazuje się, że wyjazd został przełożony o godzinę.


Sylwestrowa zabawa źle skończyła się dla Andrei, której skradziono torbę z całym bagażem, aparatem, portfelem… Przy tej okazji dowiedziałem się, że podczas bożonarodzeniowej imprezy w Stambule, Vitkowi z plecaka ukradziono 250Lirów, a Vojtkowi butelke Raki. Wstrząsnęło mną to, bo mój plecak leżał tuż obok ich! Wyszedłem z imprezy wcześniej, więc może dzięki temu uniknąłem strat. Z drugiej strony, może gdybym miał oko na ich rzeczy :(…

Skoro poruszam już temat pieniędzy, 1 stycznia wprowadzono w Turcji nowe banknoty i monety. Zmieniono nazwę z Nowej Liry Tureckiej na Lirę Turecką. Poprzednia wymiana pieniędzy, połączona z denominacją miała miejsce ok. 6 lat temu… Obecna zmiana jest dla mnie mało zrozumiała. Nowe banknoty są mniejsze, bardziej kolorowe. Oczywiście na każdym jest Ataturk, ale już nie w tej samej pozie, został zróżnicowany, a na dyszce ma nawet wąsy! Nowe monety są ładne. Gratka dla kolekcjonerów.

Droga powrotna przeciągnęła się podobnie jak drogą w tą stronę. Niestety, zatrzymywaliśmy się regularnie co godzinę! Po drodze zobaczyć mieliśmy wodospad Koprulu, położony na obrzeżach Antalyi Zatrzymaliśmy się na postój 5 km przed wodospadem! Sam wodospad i park wokół niego to miejsce bardzo urokliwe, nawet zimową porą. Zdjęcie pstryknięte, jedźmy w końcu! Cóż, organizacja podobnie jak w Stambule była do bani.

Zatrzymaliśmy się jeszcze na kolacje – 1,5h… Im dalej na północ tym było zimniej i bardziej biało. Mieliśmy informacje, że w Eskisehir szaleje śnieżyca! Dojechaliśmy ok. 2. Gdy wyjeżdżaliśmy z Olymposu, temperatura wynosiła +12. Gdy dojechaliśmy do Eskisehir, było -12.
Weekend został przeznaczony na wyleczenie przeziębienia – misja zakończona powodzeniem :] turecka grypa nie ma szans ze zmasowanym atakiem polskich medykamentów :D